Jan Królewski, W stronę ukrytego – czyli kilka słów o surrealizmie.

Jan Królewski, W stronę ukrytego – czyli kilka słów o surrealizmie. Fundamentalne zmiany w organizacji społecznej, sferze etyki oraz duchowości, a także przeniesienie sporej części naszego codziennego życia w przestrzeń wirtualną – to tylko niektóre spośród licznych czynników, które pchnęły czasy współczesne w toń licznych paradoksów. Pomimo dynamicznego rozwoju techniki i nauki o komunikacji – ludziom coraz trudniej jest tworzyć (oraz pielęgnować) bliskie, bezinteresowne relacje oraz coraz ciężej przychodzi im autentyczna, międzyosobowa komunikacja. Pomimo niezwykłych możliwości badawczych tudzież dostępu do edukacji (publikacje, muzea, wywiady, konferencje, filmy) – poziom nauczania nieustannie spada, a młodzież nadzwyczaj rzadko interesuje się perspektywą swego wewnętrznego rozwoju (wykraczającego ponad pielęgnowanie „umiejętności”), skupiając się przeważnie na korzyściach i celach materialnych (zmysłowych). Pomimo wreszcie niezwykłej obszerności zjawisk sztuki, których prawdziwą erupcję przyniósł wiek XX – żyjemy w czasach smutnej nieświadomości kulturowej, w społeczności coraz wyraźniej wyzbywającej się zdolności do refleksji, co uzewnętrznia się chociażby w redukcjonistycznym postrzeganiu tudzież w kłopotach w interpretowaniu bardziej złożonej twórczości. Wszystko to zdaje się zamykać w ramach jednego słowa, jednej klątwy, która bezwzględnie zapanowała nad społeczeństwem XXI wieku, mianowicie klątwy indyferentyzmu. Problem jest oczywiście nader skomplikowany i wymagałby znacznie obszerniejszej diagnozy, niż kilka zdań krótkiego artykułu. Jednak właśnie indyferentyzm wobec zjawisk artystycznych stał się (smutną) inspiracją dla utworzenia przeze mnie niniejszego tekstu. W pokorze i w głębokiej nadziei, że już nie zmęczyłem (i że nie zmęczę) szanownego czytelnika, chciałbym w kilku krótkich słowach powiadomić go o paru kluczowych sprawach wstępnych. Celem mego artykułu nie jest stworzenie moralistycznego ciągu ładnych słówek ani konstruktu moich codziennych frustracji. Tekst nie będzie dotyczył aktualnych przemian społeczno-kulturowych. Nie podejmie próby zanalizowania problemów, które drążą świat XXI wieku. Celem artykułu jest próba ukazania pewnej głębi – zachęcenia czytelnika do nowego spojrzenia na przejawy twórczości artystycznej. Pragnę bowiem wykazać, że zjawiska sztuki oraz ambicje twórców często wykraczają daleko poza przyziemne „produkowanie” ładnych „dekoracji”, a dzieła mogą zawierać coś znacznie więcej, niż „zbiór elementów wewnętrznych”. W tym celu chciałbym przybliżyć czytelnikowi „kierunek artystyczny”, który pragnął czegoś znacznie więcej, niż uznania, sławy, pieniędzy; kierunek, który wręcz rozsadzało ogniste pragnienie duchowej przemiany tudzież otworzenia oczu ludzkości na głębszy wymiar świata i człowieka. Pragnę napisać kilka słów o surrealizmie. W tym miejscu należałoby natychmiast podkreślić kilka rzeczy. Po pierwsze – surrealizm nigdy nie przybrał stałej, ostatecznej formy, a jego przedstawiciele obierali bardzo odmienne drogi życiowe, jak i całkowicie odmienne rozwiązania estetyczne. Po drugie – o ile surrealizm najczęściej kojarzy się z fascynującą sylwetką Salvadora Dali, o tyle należy pamiętać, że dalizm (pomimo niekwestionowanego geniuszu Hiszpana) nie jest jedyną ani też „najwłaściwszą”1 formą surrealizmu. Po trzecie – pragnę skupić się na surrealizmie André Bretona – francuskiego współzałożyciela i najbardziej reprezentatywnego teoretyka nadrealizmu. Kierunek ten, pomimo licznych zmian, przeobrażeń oraz ewolucji, stale cechowało jedno, nader potężne pragnienie. Pragnął autentycznie zmienić porządek całego świata i doprowadzić do wyzwolenia człowieka. Zburzenie (destrukcja) dotychczasowego porządku, uwolnienie świata, wyrwanie człowieka z więzów rozumu tudzież spod panowania wszystkiego co go tłamsi, niszczy, ogranicza, dusi… Określenia te brzmieć mogą nieco patetycznie, jednak faktycznie kierowały one surrealistami2 . Surrealizm nie ograniczał się bowiem do tworzenia pewnych wizji, teorii, dzieł – nie sprowadzał się bowiem do tworzenia jako takiego. Nie był po prostu kolejnym „kierunkiem artystycznym” tudzież rodzajem przygotowanej, estetycznej receptury na „coś ciekawego”. Był to rodzaj „filozofii życia”, implikującej przyjęcie pewnych wartości (miłość, wolność, wyobraźnia, pragnienie), postawy, dążenia, pojmowania świata oraz siebie. Z racji nadzwyczajnej rozpiętości tego zagadnienia, chciałbym pokrótce zarysować tylko kilka kwestii, które zakreśliłyby głębię myśli André Bretona oraz mogłyby pozwolić na spojrzenie w inny sposób na surrealistyczne działania, jak i dzieła. Rozpocznijmy od kwestii poznania. Pomimo, iż surrealizm nie był nauką, nie bazował na dogmatach i powinno się mówić raczej o nim jako „światopoglądzie”, niźli „filozofii” – nie oznacza to bynajmniej, że nie dążył do uchwycenia prawdy. Surrealizm sprzeciwiając się redukcjonistycznej metodzie myślenia racjonalnego, przejął myślenie indukcyjne i kierował się ambicjami naukowobadawczymi, o czym może choćby świadczyć samo założenie w 1924 roku „Centralnego Biura Badań Surrealistycznych”3 . Nie miało to być wyłącznie „zabawną” nazwą, bo o ile surrealizm w pewnej mierze wyrósł z dadaizmu i podzielał pewne jego spostrzeżenia, o tyle poza negacją (destrukcją) pragnął wpłynąć na przemianę (konstrukcję) świata, która mogła się – w jego przekonaniu – zajść dzięki sztuce oraz przemianie wewnętrznej człowieka. Warto wskazać, że ambicje surrealizmu w zakresie poznania przeszły sporą ewolucję. Początkowo bardzo utożsamiał się i jednoczył z nauką (zajmując się zagadnieniami polityczno-społecznymi), aby po II wojnie światowej skierować się w stronę myślenia magicznego (opartego na prawie powszechnej analogii), 1 Trudno tu mówić o jakiejkolwiek „najwłaściwszej” formie. 2 Określenia patetyczne, natchnione, dążące do stworzenia nowego świata, bądź destrukcji świata – zdają się dość typowe dla zjawisk intelektualno-artystycznych I poł. XX wieku, przed II wojną światową (surrealizm, futuryzm, częściowo formizm). 3 K. Janicka, Światopogląd surrealizmu, Warszawa 1985, s. 148. porzucając myślenie indukcyjne jako niewystarczające4 . Co stanowiło przedmiot poznania surrealistycznego? Czego poszukiwał surrealizm i czym kierował się podczas swych badań? Dwa przekonania surrealizmu wychodzą tu na pierwszy plan: 1) Przekonanie o istnieniu nadrzeczywistości (stąd też nazwa – nadrealizm), której pojęcie – jak wskazywała Krystyna Janicka – jest kluczowe do zrozumienia nadrealistycznego światopoglądu5 . O ile samo nigdy nie została ona dokładnie zdefiniowana, o tyle można wskazać na jej pewne cechy. Andre Breton określał nadrzeczywistość jako rzeczywistość „absolutną”, „wyższą”, w której stan jawy i marzeń sennych stapia się w jedność6 . To rzeczywistość przekroczenia antynomii, gdzie jawa-marzenie, życie-śmierć, góra-dół, przeszłość-przyszłość – przestają być postrzegane jako sprzeczne. Nie byłaby to bynajmniej sfera transcendentna (nadrzędna), znajdująca się gdzieś poza otaczającym nas światem, lecz przeciwnie – immanentna. Nie byłaby to również rzeczywistość irrealna (lecz żywa synteza nierealnego i realnego) ani nie posiadałaby ściśle umysłowego (psychicznego) charakteru. W 1928 roku w eseju „Le Surrealisme et la peinture” A. Breton pisał: „nadrzeczywistość zawierałaby się w samej rzeczywistości i nie byłaby w stosunku do niej ani nadrzędna, ani zewnętrzna. I odwrotnie, gdyż to, co zawierające, byłoby tym, co zawarte. Między tym, co zawierające, a tym, co zawarte, zachodziłoby coś takiego jak w naczyniu połączonym.”7 To właśnie ta „nadrzeczywistość” stanowiła serce surrealistycznych poszukiwań i przedmiot jego poznania8 . Należy pamiętać, że nie jest to w żadnym wypadku koncepcja religijna, gdyż nie uznawała istnienia Boga (surrealizm Bretona był antyreligijny), lecz szukając możliwości „opanowania głównych sił życiowych”, wyznawała absolutną jedność bytu. 2) Drugie istotne przekonanie surrealizmu wiąże się z przytoczonym wcześniej pojęciem „marzeń sennych”, które powinno być rozumiane w sensie Freudowskim jako „manifestacja” pragnień stłumionych w człowieku. Surrealizm dążył do całkowitego poznania człowieka oraz wyrwania go spod ograniczających go czynników (społecznych, religijnych). Badania ludzkiej psychiki były zatem kluczowe i stanowiły podstawę do przemiany świata – tylko bowiem człowiek wyzwolony, dokonujący „swobodnej ekspresji swoich pragnień”9 , mógł doprowadzić do tej oczekiwanej przemiany. Stąd też zainteresowanie parapsychologią podświadomością, badaniami Freuda, Junga, sferą wyobraźni i problematyką moralną. Szczególnie istotną kategorią dla surrealizmu stanowiło „pragnienie”, rozumiane jako władza człowieka, która umożliwiała mu wybić się ponad codzienność, poznać swe nieograniczone 4 Tamże, s. 149. 5 Tamże, s. 131. 6 A. Breton, Manifest Surrealizmu, tłum. A. Sandauner, „Twórczości” nr 2. 1969, s. 72-96 7 Cyt za: K. Janicka, Światopogląd surrealizmu, Warszawa 1985, s. 133-134. 8 Tamże, s. 143. 9 Jest w tym określeniu pewna niekonsekwencja – surrealizm nie uznawał bowiem „dowolności”, sprzeciwiając się – chociażby – wojnie. możliwości. Warto zwrócić uwagę na tych, których sam André Breton uważał za trzech wielkich wyzwolicieli pragnienia, mianowicie: Charlesa Fouriera, Sigmunda Freuda, oraz Markiza de Sade10 . Teoria namiętności Fouriera wskazywała (między innymi), że ludzkie życie określają harmoniotwórcze namiętności, które nim kierują i są przyczyną wszelkich jego dążeń. Freud skłonił Bretona do zajęcia się problematyką „automatyzmu psychicznego”, starającego się odtworzyć „rzeczywisty przebieg myśli”. Uzewnętrzniało się to chociażby w surrealistycznych grach, starających się sprowokować „przypadek obiektywny”11. Jedna z takich gier polegała na czymś bardzo prostym – na zapisywaniu pytania przez jednego z uczestników, podczas gdy drugi uczestnik pisał odpowiedź bez znajomości pytania. W ten sposób – możliwy także w innych wariantach (tworzenie zdań, wersja rysunkowa) – uzyskiwano pewną „poezję kolektywną”. Sam Breton pisał o Freudzie12: „największym, na pozór, przypadkiem było wydobycie na jaw całej i to, moim zdaniem, najważniejszej dziedziny ducha, którą dotychczas bagatelizowano. Zawdzięczamy to odkryciom Freuda. Dzięki nim zarysowuje się nareszcie prąd kulturalny, który pozwoli umysłowi badawczemu posunąć się w swych dociekaniach dalej”. Markiz de Sade, ostatni spośród wymienionych, czczony był przez nadrealistów nie tyleż ze względu na jego niekwestionowane okrucieństwo, co siły zniszczenia zastanej moralności przez pragnienie, dzięki czemu człowiek przestawał być niewolnikiem Boga oraz społeczeństwa13. Był on symbolem potęgi pragnień seksualnych. W tym miejscu warto zarysować kwestię surrealistycznego buntu, wskazując na bardzo intrygujące stanowisko surrealizmu. Surrealizm – wierząc w głęboki kryzys cywilizacji zachodu – sprzeciwiał się nie-elitarnemu, mieszczańskiemu (burżuazyjnemu) społeczeństwu, walczył z filozofią realistyczną14, racjonalistyczną, religią chrześcijańską, kościołem katolickim. Pragnął rewolucji – swoistej rekonstrukcji człowieka. Uwolnienia go z więzów myślenia racjonalizującego. Należy tu jasno podkreślić, że Andre Breton nie nawoływał bynajmniej ani do okrucieństwa, wojny (wręcz przeciwnie!) ani – co ciekawe – do rozwiązłości. Krystyna Janicka przywołuje jeden z wywiadów z 1948 roku, w którym francuski przywódca nadrealistów wskazał, że rozwiązłość nie jest „pragnieniem”, lecz przeciwnie – produktem zniewolenia15. Surrealizm nie akceptował „anarchizmu moralnego”, dowolności w postępowaniu. Wydaje się to dość zrozumiałe. Skoro bowiem dążył do rewolucji społecznej, skoro pragnął „wyzwolić” człowieka oraz kładł duży nacisk na zagadnienia etyczne – nie mógł pozwolić sobie na „dowolność” postępowania, lecz musiał 10 Tamże, s. 75. 11 Tamże, s. 118-119. 12 Należy pamiętać, że Breton dokonał pewnej interpretacji poglądów Freuda i wykorzystał je na swój użytek. 13 K. Janicka, Światopogląd surrealizmu, Warszawa 1985, s. 74-75. 14 A. Breton, Manifest Surrealizmu, tłum. A. Sandauner, „Twórczości” nr 2. 1969, s. 72-96 15 K. Janicka, Światopogląd surrealizmu, Warszawa 1985, s. 75. kierować się pewną wizją postępowania, swoistym kodeksem, mającym usprawnić odniesienie zwycięstwa. Osoby, które łamały ten niepisany kodeks, „romansując” (przykładowo) z kościołem katolickim, z tradycją, z klasyczną estetyką – były narażone na wyrzucenie z ugrupowania, co spotkało chociażby Salvadora Dali czy Maxa Ernsta. Wolność wiązała z daną postawą, z oddanym posłannictwem – początkowo związanym bardziej z wymiarem polityczno-społecznym, natomiast w późniejszych latach z poszukiwaniem, dążeniem do uchwycenia „ponadczasowej istoty”16. Jak do tego odnosi się surrealistyczna sztuka? Czy faktycznie realizują one zamierzenia André Bretona? Przyjrzyjmy się wpierw „poezji surrealistycznej” – stanowiła ona bowiem istotne źródło i punkt odniesienia surrealistycznych dążeń. Poezja była nieodłącznie związana z językiem – podstawowym środkiem ludzkiej komunikacji i ekspresji. Należało jednak „uwolnić” ten język spod ograniczenia określonymi znaczeniami tudzież skonwencjonalizowania przez codzienne jego użycie. Należało wyzwolić zeń prawdziwą, autentyczną ekspresję, umożliwiającej odkrycie ukrytego – odnalezienia pewnej nieoczywistej prawdy o sobie i o świecie. Język surrealistycznej poezji bazował nie tyle na słownikowych definicjach, co wieloznacznych symbolach, metaforach i przenośni. Rangę poezji otrzymuje nie tylko poemat, ale także opowiadania, zapis automatyczny, gra słów17 oraz wiernie spisana treść snów. Dane zestawienia słów tworzyły pewne wyobrażenia, a zatem pewną nową realność. Omawiając surrealizm – nie da się pominąć malarstwa. Wszak kierunek ten obfituje w różnorodne dzieła światowych mistrzów jak Salvador Dali, André Masson, Rene Magritte, Man Ray, Max Ernst, Giorgio de Chirico, Matta, Paul Delvaux, Yves Tanguy, Oscar Dominguez, Joan Miró oraz wielu innych. Ich fantastyczne, ciemne oraz nieuchwytne wizje, odwołujące się do snów, schorzeń psychicznych i lęków – nieustannie pociągają oraz inspirują. W kwestii teorii, jak i praktyki – wśród surrealistów pojawiały się znaczące rozbieżności. Warto wspomnieć chociażby o postaci Pierre Naville’a, który wskazywał, że niemożliwe jest malarstwo surrealistyczne. W ujęciu Bretona (dość skomplikowanym) – malarstwo bazowało (na wzór poezji) na „automatyzmie psychicznym”. Powinno ono wyzbyć się wszelkiej świadomej ingerencji w kształt i zawartość obrazu, bazując na spontaniczności. Pojawia się oczywiste pytanie: jak malarz mógł czegoś takiego dokonać? W jaki sposób miał utworzyć obraz, nie wpisując weń swych świadomych zamierzeń. Jak można było dokonać eksterioryzacji podświadomych przedstawień? Nie chodziło bowiem o ekspresję świadomych stanów duszy, lecz ujawnienie ukrytego, nieodłącznie związanego z szerszą, nie tylko wewnętrzną rzeczywistością malarza. Miałby wyrażać zarazem to co obiektywne, jak i subiektywne; to co zewnętrzne, jak i wewnętrzne – jako jedno. Dlatego surrealizm tak chętnie odwoływał się do halucynacji, snów, zabiegów nieoczywistych, przypadkowych, nieoczekiwanych – ograniczało to bowiem swój „świadomy” udział.. Co ciekawe – surrealizm wyrażał pewną 16 Tamże, s. 68. 17 Tamże, s. 200-201. nieufność wobec dzieł niefiguratywnych, ze względu na to, że o ile malarstwo nie miało odtwarzać świata wizualnego (jak malarstwo realistyczne), o tyle było nieodłącznie z nim związane. Abstrakcjonizm całkowicie zrywał ze światem zewnętrznym, na co surrealizm nie mógł się zgodzić – podobnie jak nie godził się na „kopiowanie” natury18 . Surrealizm jako zjawisko jest niezwykle obszerny, cechuje go niezwykła różnorodność, zmienność, swoisty fanatyzm, dynamizm, a jego wpływ uobecnił się w całym świecie – od Belgii i Francji, po Meksyk, Chile, Argentynę i Japonię. O ile jest to zjawisko nader złożone, pełne teoretycznych zawiłości, rewolucyjnych haseł, a niekiedy także i sprzeczności – nie należy go unikać czy się go obawiać. Wydaje się bowiem, że tym co łączy wszelkie działania surrealistyczne, to przede wszystkim poszukiwanie – próba nowego spojrzenia na świat oraz siebie. To teren stałej eksploracji, estetycznej cudowności przełamującej zrutynizowane postrzeganie, a tym samym kierującej człowieka ku otwarciu na poznanie świata, drugiego oraz swej własnej osoby. Można powiedzieć, że doskonale przejawia się w tym buntowniczość sztuki, która nie chce nam pozwolić pozostać „na powierzchni”, lecz przeciwnie – pragnie zerwać z nas ograniczające szaty rutyny, wzbudzić refleksję oraz zaprowadzić przed oblicze pytań ostatecznych. Czy tak się stanie? Jak to się skończy? Czy znajdziemy odpowiedzi i czy podążymy ich torem? To zależy już od nas. Warto jednak nie utracić czujności, nie poddać się pokusom indyferentyzmu, lecz trwać w swoistej gotowości na autentyczne spojrzenie w głąb siebie. W drugim człowieku, świecie, jak i w nas samych kryje się bowiem znacznie więcej, niż zwykliśmy to na co dzień dostrzegać. 18 Szczególnie krytycznie na ten temat wyrażał się chociażby Benjamin Péret.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

e-mail: prawdadobropiekno@gmail.com