„Obrona Sokratesa” wg Platona, tł. Ryszard Legutko

adaptacja i reżyseria: Witold Kopeć,
scenografia: Katarzyna Krygier – Durakiewicz,
muzyka: Rafał Rozmus,
współpraca reżyserska: Jacek Wierzbicki

O spektaklu:
Staramy się tym spektaklem udowodnić, że współczesny aktor może nawiązać kontakt z widzem i utrzymać go, opierając się głównie o słowo. Ascetyczna forma przedstawienia sprawdziła się. Po każdej z dotychczasowych prezentacji zapraszamy (wraz z filozofem i w miarę możliwości z prawnikiem) widzów do dyskusji na temat „Współczesny Sokrates”. Możliwość zapoznania się z inscenizacją „Obrony Sokratesa” to oryginalna podróż do źródeł ludzkiej myśli. Wychodzimy z założenia, że w naszym życiu starożytność odniesiona do współczesności może stać się pretekstem do przewartościowań i inspirujących dyskusji.

Recenzje:
„Monodram jest dla aktora wybawieniem. Jest chwilą, w czasie której aktor może wypowiedzieć siebie, a widz może go poznać od zupełnie innej strony niż na deskach teatru repertuarowego. Szczególnie gdy mówi o potrzebie troski o prawdę, dobro, piękno i skłania do pochylenia się nad ludzką egzystencją oraz nad tym, co w życiu ważne.
„Obrona Sokratesa” w wykonaniu i reżyserii Witolda Kopcia broni się sama. Bez zbędnej scenografii – na scenie mamy tylko aktora, gest i słowo, które musi zostać odpowiednio podane, by trafić do widzów. Tekst w przekładzie prof. Ryszarda Legutko jest wciąż aktualny, mimo braku w nim wszechobecnych ozdobników językowych. Sokrates chciał udowodnić, że prawda obroni się sama, wzbraniał się przed sofistyczną retoryką. Jednak zarówno za jego czasów, jak i w czasach nam współczesnych prawda sama się nie obroni. Chyba, że po fakcie. Ale do tego potrzebne są ofiary. Ofiara Sokratesa czy późniejsza ofiara Chrystusa. A ile obecnie jest wśród nas ofiar?
Monodram Witolda Kopcia jest skonstruowany na podstawie nieustannej interakcji z publicznością. To my, widzowie, stajemy się sędziami, obrońcami lub mordercami niewinnego. To do nas kierowane są słowa filozofa. Wcale niełatwe, bo klasyczne, ale pozbawione zbędnych archaizmów. Aktor nie ma przyciągających uwagę rekwizytów, dlatego skupił na sobie wzrok i słuch całej publiczności. Ukazał Sokratesa jako współczesnego bohatera walczącego o własne przekonania i wartości. Sokrates przyznawał się przed arbitrami do wszystkich zarzutów, a jednocześnie obalał linię oskarżenia. Mimo tego przegrał.
Witold Kopeć w ciągu prawie półtorej godziny ukazał zmieniające się, skrajnie różne postawy i emocje człowieka. Wiarę i kapitulację – potęgowane doskonale zastosowaną grą świateł. Przy wyjściu z sali ustawione zostały dwie wazy: Winny i Niewinny. Każdy ma wybór, gdzie wrzuci swój kamień. A przy tym każdy może dokonać oceny samego aktora.”
„(nie)Winny?”
Urszula Motyka
e-teatr.pl

e-mail: prawdadobropiekno@gmail.com